Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gdula Kazimierz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gdula Kazimierz. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 maja 2012

Antoni Luckschandel (1826-1911)


Antoni Luckschandel urodził się 12 czerwca 1824 w Krywe w obwodzie sanockim, jako syn Klemensa i Anny vel Krystyny Josse. Jego żona to Marianna Fruzińska ur. w Lubaczowie, wdowa po Bazylim Kiszakiewiczu (s. Jacentego i Ewy Delkiewicz). 

Ślub z Marianną odbył się 22 stycznia 1860 roku.
Antoni zmarł 18 kwietnia 1911 r.. W Księgach Metrykalnych - Księdze Zgonów w Leżajsku jego nazwisko zapisano, jako Lukxsandel. Pochowany jest na Cmentarzu Komunalnym w Leżajsku. Marianna, jego żona pochowana jest na Starym Cmentarzu, a jej grób graniczy z posesją p. Furdynowej. Ulas pisze w swojej książce, że to rodzinna posesja Marii.

W blogu Antoni Milli wspominałam o Marii Kiszakiewicz, która w roku 1872, zajmowała stanowisko poczmistrzyni w Leżajsku. Owa Maria Kiszakiewicz to Marianna Fruzińska I v. Kiszakiewicz, II v. żona Antoniego Luckschandla.
Maria z Fruzińskich Lukszandel zm 1899r - poczmistrzyni z Leżajska 











Liber Baptistatorum Lubaczów. 1824

Liber Copulatorum T IV page 138 Lezajsk. Antoni Luckschandel i Marianna Truzinska I v. Kiszakiewicz. 
Antoni Luckschandel wieloletni radny był kierownikiem Urzędu Podatkowego w okresie przedautonomicznym, prokuratorem w Leżajsku. Zgromadził ok. 40 tys. koron. Przeznaczył pieniądze z części sprzedanego majątku na stypendium dla uzdolnionej młodzieży pochodzącej z biednych rodzin, sierot, a w swoim testamencie przeznaczył na Szpital Ubogich (Dom Przytulisko Starców) 2000 koron i na ochronkę 1000 koron. 

W książce 'Też Historia' Juliusza Ulasa Urbańskiego poświęcony jest rozdział Antoniemu Lukszandlowi. Cytuję:

Filantrop czy dziwak
W brzozowej części leżajskiego cmentarza, tak umownie zwanego z racji rosnących brzóz, warto odszukać zapomniane już przez wszystkich miejsce wiecznego spoczynku - Antoniego Lukszandla.
Spoczywa tam człowiek, który cały swój majątek przeznaczył na cele dobroczynne jak: Szpital Ubogich, Ochronkę i kształcenie obcych sobie młodych ludzi.
Kilkanaście kroków od bramy, po lewej stronie alei, w czwartym pseudorzędzie grobów znajdują się pozostałości zapewne kiedyś okazałego grobowca. Pomnik z piaskowca, a na nim napis: Antoni Lukszandel 1824 - 1911 - em. poborca podatkowy. Z całą bezwzględnością czas i ludzie uczynili wszystko aby zatrzeć pamięć o człowieku. O człowieku, który z racji swojego postępowania i podjętej decyzji, dla jednych może być filantropem, dla drugich zwyczajnym dziwakiem. Dawnymi czasy, w ostatniej woli, wielu mieszczan ofiarowywało pieniądze i majątki na różne cele społeczne. Na owe czasy w biednym mieście, w bardzo trudnej sytuacji materialnej była młodzież pragnąca zdobywać wiedzę i kształcić się na wyższych uczelniach. To chyba było przyczyną, że bogaty mieszczanin, właściciel wielu realności i dużych obszarów ziemi, postanowił pomóc materialnie potrzebującym. Sprzedał swój majątek, a z części uzyskanej kwoty ustanowił fundację stypendialną dla "kształcącej się aryjskiej młodzieży mieszczańskiej". Stypendium przyznawała Rada Miasta, na podstawie starań zainteresowanych, po spełnieniu zastrzeżonych kryteriów. Jedno stypendium rocznie, wyłącznie aryjczykom, biednej, polskiej młodzieży mieszczańskiej, na dwóch ostatnich latach studiów, po pozytywnej ocenie nauki przez władze uczelni. Wśród prawdopodobnych stypendystów, tylko jeden przyznał się do jej pobierania. Oświadczył on też, że każdego roku kilka razy odwiedzał grób Antoniego Lukszandla. W Święto Zmarłych zapalał tradycyjną świeczkę ze "Zdrowaśką". Spotykał tam też Pana Kazimierza Przybylskiego. Reszta stypendystów brała stypendia dyskretnie bojąc się plotek i skojarzenia potrzebnego "świadectwa ubóstwa" z dostatkiem w rodzinie.
W zachowanym dokumencie można przeczytać: "Pan Kazimierz Gdula - student IV roku Wydziału Prawnego Uniwersytetu J. K. we Lwowie. Nadaję Panu na rok szkolny 1933/34 stypendium z fundacji im. Antoniego Lukszandla w rocznej kwocie 300 złotych ze zgłoszeniem się najpóźniej do końca br. z poświadczeniem Dziekana Wydziału Prawnego J.K. we Lwowie, że zasługuje Pan na wypłatę stypendium i po złożeniu znaczka stemplowego za 25 groszy i świadectwa ubóstwa".
Pan Antoni Lukszandel uszanował i wykonał ostatnią wolę swojej zmarłej żony Marianny (+ 1899) - leżajskiej poczmistrzyni. Kazał pochować ją na cmentarzu tuż obok swojej realności. Grobowiec w części znajdował się na prywatnej posesji.
Jak opowiadał Pan Kazimierz, stypendium w kwocie 300 złotych było bardzo poważną pomocą w życiu studenta. Wystarczyło na zakup skryptów, zeszytów, skromnej odzieży i butów. Każdorazowo, pewna sumka przeznaczona była także na "skromniutką" bibkę. W końcu, była to równowartość trzech stukilogramowych świnek lub dwóch średnich miesięcznych urzędowych poborów.
http://ulas2.republika.pl/historia.htm#Protekcja_

O stypendium Antoniego Luckschandla pisze w swoich wspomnieniach w/w Kazimierz Gdula Wspomnienia nie tylko okupacyjne

Jagiellońska Biblioteka Cyfrowa UJ podaje informacje w Gazeta Lwowska 1918, 171 str 5 o nadaniu stypendium w roku szkolnym 1917/18. W Leżajskim Gimnazjum Stypendium Lukszandla otrzymało trzech uczniów: Jan Dec, kl. V -380 koron, Władysław Ordyczyński, kl. III - 380 koron, Raźnikiewicz Franciszek, kl. VI - 380 koron.


W moich poszukiwaniach genealogicznych natknęłam się na żonę Klemensa Lukschandla - Krystynę Jose c. Franciszka. Klemens był I mężem (ślub 1819), zaś drugim mężem był Piotr Feldman(ślub 1833).
[Dornbach T I Wyciagi Familijne 1795-1890]. 
Krystyna ur się 22 XI 1799. Miała braci Jana i Wendelina Jose.


 tree

Koloniści niemieccy. Forum Historia Leżajska

niedziela, 6 maja 2012

Dom Kisielewicza

Kamienica Kisielewiczów przy ulicy Mickiewicza ma bardzo ciekawą historię. Opisuje ją w swojej książce "Od Leżajska do Łodzi. Wspomnienia członka NOW w Leżajsku"- Stanisław Kisielewicz





Figurka św. Antoniego w narożu kamienicy Kisielewiczów. 

Fragment wspomnień Stanisława Kisielewicza, w którym opisuje historię figurki św. Antoniego postawionej przez jego ojca Józefa, wychowanego w wielkiej biedzie, swoją ciężką pracą dorobił się majątku m. in. wybudował tę kamienicę:
Ojciec mój był najmłodszym z rodzeństwa i małoletnim. Starsze rodzeństwo było już usamodzielnione. Ojciec był głęboko religijny i żarliwie modlił się do św. Antoniego, patrona ubogich o poprawę losu. Pewnej nocy przyśnił mu się św. Antoni, podający mu ręką bochenek chleba mówiąc – „odtąd nigdy nie będziesz głodnym”. Po tym śnie wyjechał do Lwowa i jako małoletni rozpoczął pracę w charakterze pomocnika murarskiego. Dzięki pracowitości i zaradności szybko wspinał się po szczeblach kariery zawodowej. Mając ukończonych tylko kilka klas szkoły podstawowej, dzięki samokształceniu zdobywał potrzebną mu wiedzę, także jeszcze przed wejściem w związek małżeński był już majstrem i samodzielnie kierował odcinkiem robót, a po pierwszej wojnie założył własne przedsiębiorstwo budowlane i stał się człowiekiem zamożnym.  
Był przeświadczony (mowa o Józefie Kisielewiczu), że swoje sukcesy zawdzięcza św. Antoniemu, dlatego postanowił ozdobić naroże zbudowanej przez siebie kamienicy przy ul. Mickiewicza figurką św. Antoniego z wyciągniętą dłonią podającą chleb.          
W okresie PRL ten patron biednych stał się zagrożeniem ludowego państwa. Dom nasz bowiem prawie w całości użytkowany był przez starostwo, a ostatni przed reformą administracyjną w 1976 r. starosta żądał ode mnie i brata byśmy tę figurkę usunęli na co oczywiście nie zgodziliśmy się. Innym wyrazem wdzięczności ojca wobec św. Antoniego było nadanie mi imion Stanisław Antoni. Ponadto zawsze ilekroć bywał w Leżajsku starał się być w Klasztorze i modląc się przed statuą świętego wciskał datek do skarbonki z napisem „Dla biednych.”
***
Przed wojną w kamienicy na parterze po prawej stronie mieścił się sklep mięsny prowadzony przez Zdeba z Podklasztoru. Moja mama wspomina, że w czasach, kiedy chodziła do siódmej klasy w szkole na Placu Szkolnym latała z koleżankami w czasie przerwy do tego sklepu, kupowała tam kanapki na śniadanie. 
Pan Zdeb miał córkę chorą na gruźlicę. Miała poślubić Babiarza, który pracował w Kuryłówce, ale niestety, zmarła. 
***
W tym domu mieszkał Kazimierz Gdula pierwszy powojenny burmistrz Leżajska, który przeżył obóz koncentracyjny. We wspomnieniach Marty Gdula- Żukowicz i Kazimierza Gduli - 'Peregrynacje pamięci. Przedwojenny i powojenny Leżajsk' można przeczytać co działo się z mordercami tuż po zastrzeleniu Janiny Oleszkiewicz-Przysiężniak.
W tym samym dniu (31 marca 1945) mordercy uznając to wydarzenie za nie lada wyczyn, uczcili go wielkim pijaństwem, a kiedy zabrakło im wódki przyszli nocą pod zamknięty sklep znajdujący się w kamienicy Kisielewiczów.

Zaczęli się dobijać do bramy, którą chwilę wcześniej zamknął Julian Matuszko (*13 XII 1894 w Leżajsku -30 III 1945 Leżajsk). Domagali się otwarcia sklepu i sprzedaży alkoholu. Zniecierpliwieni, puścili serię z pepeszy w drzwi, trafiając Juliana Matuszko w nogę. Rodzina zaalarmowała lekarza, prosząc go o pomoc. Początkowo nie zgodził się, tłumacząc godziną policyjną. Rannemu Julianowi zdjęto oficerki, krwotok z uszkodzonej tętnicy był tak duży, że nie zdołano zatamować krwi. Julian zmarł zanim córka Władysława Gdula z Matuszków wróciła do domu z lekarzem.
Najmłodszy syn Juliana Stanisław Matuszko widział i rozpoznał morderców. Ci, kiedy zdali sobie z tego sprawę, próbowali zmusić rodzinę do milczenia. Dzień później, w Wielką Sobotę ostrzeliwali od podwórza parter i piętro kamienicy. Powybijali wszystkie okna. Tuż przed pogrzebem pojawili się ponownie w kamienicy u państwa Matuszków. Ostrzegli córkę Władysławę, że jeśli pisną choćby słowo, zapłacą za to. Tego typu szantażem i groźbami próbowano jeszcze wielokrotnie zastraszać rodzinę Matuszków.
***
Przez wiele lat, już po wojnie w budynku Kisielewicza mieściła się siedziba Powiatowej Rady Narodowej. Przewodniczącym był Stanisław Boroń
Przez jakiś czas, od 1947 roku na parterze mieściła się w tym budynku Miejska Biblioteka Powszechna. W latach 70. z powodu pożaru bibliotekę przeniesiono do Proświty - „Narodnyj Dim” (Dom Ludowy) naprzeciw cerkwi.
***
W latach 50. w pomieszczeniach kamienicy Kisielewicza funkcjonował regionalny Zespół Pieśni i Tańca', który prowadziła Danuta Dańczakowa. Pisałam o tym na blogu w poście 'Wspomnienia o Zespole Pieśni i Tańca „Chałupnik” z Leżajska'



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...